Koń roboczy jest awangardowy
Data: 09-11-2007
Temat: Konie Dawniej


    "Renesans koni roboczych" - taki tytuł nadano zorganizowanej w Krakowie konferencji i wystawie zdjęć, którą można oglądać w Muzeum Etnograficznym.
To fotografie zrobione w trakcie małopolskiego projektu. Dokumentują, opowiadają; ale też wzruszają i bawią. Na przykład taki koń Mariana Mazura - umie podać nogę, a przy okazji pogłaszcze pyskiem swojego pana. Albo taki koń w lesie - ma piękną blond grzywę, ciągnie pnie drzew, a wygląda przy tym dostojnie i po królewsku. Zdjęciom towarzyszą też zwierzenia ludzi, którzy z końmi pracują: "Do koni trzeba ładnie mówić, żeby słuchały. Jeśli się je źle traktuje i odnosi się do nich źle, to one to czują. Trzeba o nie dbać, czyścić codziennie, dawać dobrze jeść, czystą wodę w czystym wiadrze, bo innej nie wypiją" (Władysław Wójcik ze Stryszowa). To malutka wystawa, właściwie wystawka. Można od niej zacząć, a skończyć gdzieś w którejś z małopolskich wsi.

     Gdzie te konie? Zastąpiły je traktory i różnego rodzaju ciągniki. Tymczasem konie robocze są: ekonomiczne, ekologiczne i... modne.

     Małopolska była też pierwszym w Polsce regionem, w którym zrealizowano projekt "Wzmocnienie pozycji społecznej rolników wykorzystujących w gospodarstwie konie robocze. Przywrócenie wartości koni roboczych".

        Renata Radłowska: Mnie to wcale nie śmieszy, przysięgam.

     Jadwiga Łopata, wiceprezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi: Mam nadzieję, bo temat nie jest śmieszny. Jest poważny, chociaż sympatyczny.

        Podobno koń roboczy jest awangardowy.

    - Oczywiście! Używanie konia roboczego w czasach traktorów, ciągników i innych bardzo zaawansowanych sprzętów rzeczywiście jest jakąś awangardą. Powiedzmy sobie szczerze: koń roboczy znów stał się modny. W Europie Zachodniej rolnicy wracają do ich hodowli, wracają do tradycji korzystania z ich pomocy w gospodarstwach. Europa Zachodnia już wie, że posiadanie konia roboczego, zamiast traktora, nie świadczy o zacofaniu, ale o nowoczesnym myśleniu. I o tym próbowaliśmy przekonać rolników z Małopolski, gdzie realizowaliśmy projekt. My, czyli Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi, razem z Polskim Stowarzyszeniem Użytkowników i Przyjaciół Koni Roboczych oraz Producentów Zdrowej Żywności. Dlaczego akurat Małopolska? Ponieważ to region, w którym aż siedem procent gospodarstw korzysta z koni roboczych. To najwięcej w kraju!

        Czyli Małopolska nie jest zacofana, ale modna?

    - Zawsze powtarzam, że nie koń jest przestarzały, ale sprzęt, który pracuje razem z koniem. Podczas projektu widzieliśmy wiele nowinek: koń i pług z siodełkiem dla woźnicy, koń i hydrauliczny przodek.

        Hydrauliczny przodek?!

    - To takie lekkie urządzenie, do którego można dołączyć rożnego rodzaju sprzęty.

        Więc nie doceniamy pomocy konia roboczego?

    - Niestety. We Francji odbywają się kilkudniowe imprezy, których bohaterami są te zwierzęta. Proszę mi wierzyć, że to wspaniałe festiwale, a temat wykorzystywania konia roboczego w pracy na roli doceniają nie tylko władze lokalne, ale i krajowe. W czasach, kiedy tak dużo mówi się o ekologii i oszczędzaniu zasobów naturalnych, koń roboczy jest niezwykle cenny. Przecież nie emituje spalin jak traktory, jest dokładny i dotrze do miejsc, do których ciągnik - z racji swych rozmiarów - nie dotrze, poza tym - jest idealny na deszczową porę, ponieważ jest po prostu lekki i nie niszczy gleby. Do tego wszystkiego - produkuje cenny nawóz.

        W materiałach na temat konferencji piszecie państwo o "wszechstronnym wykorzystaniu konia roboczego". To są jeszcze jakieś inne sposoby jego wykorzystywania?

    - Trochę terapeutycznie, trochę w turystyce, do zabawy i rekreacji. Człowiek po prostu staje się lepszy, jeżeli ma wokół siebie zwierzęta.

        I konia można zjeść...

    - Niestety. Chociaż z końmi jest inaczej. To partner człowieka.

        A pani ma konia roboczego?

    - Mam dwuhektarowe gospodarstwo i właśnie zastanawiam się nad tym, czy kupić konia, czy ciągniczek.

        I?

    - Konia.

Autor: Renata Radłowska, fot. Michal Lepecki, źródło: Gazeta Wyborcza Kraków







Wydrukowano z serwisu Jeździeckiego Centrum Informacyjnego
Adres artykułu http://www.qnwortal.com/artykul_1165