Konie poszły na wojnę, ich właściciele nigdy nie odzyskali pieniędzy
Data: 28-01-2007
Temat: Pożegnania


     Kolejny gospodarz chce odzyskać pieniądze za konia, którego zarekwirowało wojsko w 1939 roku. Wówczas kosztował ponad 200 zł, równowartość dobrej pensji. Pierwszym takim gospodarzem, o którym zrobiło się głośno w całej Polsce, był Edward Stoszko z Bąkowa koło Strumienia. Stoszko ma dowód, że wojsko zarekwirowało mu konia - pożółkły już kwit wystawiony przez Komisję Poborową Koni w Chybiu. Stoszkowie mieli odebrać w Urzędzie Skarbowym 260 zł - na tyle wyceniono zarekwirowanego konia i jego skórzaną uprząż. Kasztanowa, sześcioletnia klacz o imieniu Baśka była ulubieńcem 13-letniego wtedy pana Edwarda. Baśka nigdy nie wróciła z wojny, wszelki słuch o niej zaginął.

     Stoszkowie nie zgłosili się po odszkodowanie, mieli wtedy znacznie ważniejsze sprawy - z frontu nie wrócił starszy brat pana Edwarda, Ludwik. W 2001 roku Stoszko pokazał kwit bielskiemu posłowi Mirosławowi Styczniowi. Spytał, czy nie dałoby się z tym coś zrobić. Poseł interweniował w Ministerstwie Finansów, jednak tamtejsi urzędnicy stali na stanowisku, że takie roszczenia można było zrealizować jeszcze tylko przez rok od ogłoszenia demobilizacji.

    - Do dzisiaj nie zobaczyłem żadnych pieniędzy za Baśkę i straciłem już nadzieję, że to się zmieni - mówi pan Edward. Konsultował się nawet z prawnikami, ci jednak także rozłożyli ręce.

     Okazuje się jednak, że Stoszko nie jest jedynym gospodarzem, którego koń przepadł gdzieś na froncie. Do bielskiego posła PiS-u Stanisława Pięty zwrócił się Franciszek Wolny, gospodarz z Łodygowic. Jego koń też poszedł w 1939 roku na wojnę i nie wrócił, tymczasem podczas powojennej zawieruchy gospodarz nie miał głowy do tego, by odebrać odszkodowanie.

     Poseł zwrócił się do Ministerstwa Skarbu Państwa z pytaniem, czy dałoby się problem pana Franciszka jakoś rozwiązać. - Problem analizowano zarówno w Ministerstwie Skarbu Państwa, jak i w Rządowym Centrum Legislacji. Minister skarbu w obecnej sytuacji prawnej nie ma żadnych instrumentów, pozwalających na jego rozwiązanie - czytamy w odpowiedzi podsekretarza stanu Pawła Piotrowskiego na poselskie zapytanie.

     Nie istnieje żaden przepis, na mocy którego można by wypłacić taką rekompensatę. Poseł będzie jednak przekonywał kolegów z klubu PiS, żeby to zmienić. - Takich ludzi jest na pewno więcej, a chodzi o naprawdę niewielkie kwoty. Przyznanie tym ludziom odszkodowań byłoby gestem sprawiedliwości - uważa poseł.

Źródło: Gazeta Wyborcza, autor: Ewa Furtak







Wydrukowano z serwisu Jeździeckiego Centrum Informacyjnego
Adres artykułu http://www.qnwortal.com/artykul_972